środa, 25 października 2017

    Najwyraźniej musi tak być, że w pewnym momencie to wszystko po prostu się rozpływa i przestajemy coś do siebie czuć. I zostaje mi jedynie uścisk Twojej dłoni, który będę czuła aż do następnego spotkania. A wiem, że to spotkanie już nigdy nie nadejdzie. Dlatego koduję sobie w głowie to ułożenie palców. Staję się martwym tworem Twojej wyobraźni. Bo jedyne co nas teraz łączy to ta przeszywająca cisza. Nie potrafię poradzić sobie z cierpieniem, które łamie moją duszę. Mówiłam do ścian godzinami, płacząc za Tobą. Jakie musiałeś mieć ogromne granice bólu, patrząc na to, jak umieram. A ja nie pamiętam nic, tylko białą salę.

niedziela, 17 września 2017

    A przecież ze mnie taka filigranowa dziewczynka. To dlaczego to wątłe ciało i dusza jak nitka, potrafią zadać tyle bólu własnej osobie? Ilu ludzi obwiniasz o swoją śmierć? Niewielu, sama dla siebie byłam największą możliwą krzywdą. Nikt nigdy nie skrzywdził mnie tak mocno, jak ja codziennie krzywdzę siebie. Jestem krucha jak wyschnięty liść, który spada na ziemię. I spada i wiruje na wietrze, który nie daje mi dotknąć ziemi. Unoszę się. Tańczę jak kukiełka, w rękach zbyt potężnego mężczyzny. Po co mi to ciało? Dla zabawy? Dla codziennego pokładania się w ręce lekarzy? Ile jeszcze miałabym tak tonąć w rzece Twoich łez? Kryję się przed tym wzrokiem jak zziębnięty lis w piwnicach. ,,Nie mogę''.,, Muszę wcześniej wrócić.'' A tak naprawdę nie wiem czy mam dokąd móc i wracać. Jestem zmęczona samą sobą. Tak mocno, że nauczyłam się oddzielać od własnego umysłu. Odlatuję, kiedyś mnie już nie zobaczysz.

środa, 6 września 2017

    Mija kolejny rok mojej samotności. Gniję w środku bez Ciebie. Codziennie czuję smród rozkładającej się wewnątrz tęsknoty. Moja krew jest gęsta, a każda jej kropla wypełniona przeraźliwym bólem. I po co mi to było, kiedy żadna z tych ran nie oddała mi Ciebie. Wróć do mnie.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

    Żyję kolejny rok niczym bezemocjonalna kukiełka. Wiatr kołysze moimi czerwonymi bucikami na maleńkich stopach. Aż drżę w rozgrzanym słońcem powietrzu, które pali mnie w drewniane palce. Wiszę na sznurkach, którymi nikt nie dyryguje. Wiszę na sznurkach, których nawet nikt nie potrafi zauważyć. Jestem niewidocznym pyłkiem, który nie potrafi dotknąć ziemi, bym mogła stanąć na nogach. Ocieram się o nią, ale jest we mnie pewien rodzaj pustki emocjonalnej, pewien rodzaj niespełnienia, przez który tracę kontrolę nad własną duszą. W moim ciele są miliony złych wspomnień, które szukają drogi wyjścia. Maleńkiego otworu, przez który rozedrą mnie na kawałki. Nie umiem, przepraszam. Nie umiem być wartościową kobietą w Twoich oczach.

piątek, 9 czerwca 2017

    Bóg zaciskał sznur na moim gardle. I stojąc na drewnianym stołeczku, czułam jak wznoszę się na palcach ku górze, myśląc, że to cokolwiek pomoże. Stałam tak kilka lat i myślałam, że to walka, której nie jestem w stanie wygrać. Czułam, jak za każdym moim ruchem ogień zaczyna palić mi stopy. Ale ściągnęłam tę pętle i teraz siedzę na tym cholernym drewnianym krześle i pluję do piekła. Wisiałam już prawie jak kukiełka na drzewie, a teraz siedzę i śmieję się szatanowi w twarz. Czy długo tak zamierzam? Nie wiem. Moje krzesło zaczyna płonąć.

niedziela, 28 maja 2017

    Czuję jak każdym słowem rozrywasz mi ciało. Jak wtedy, kiedy rozrywałeś je naprawdę. Cisza, którą w sobie mam, jest jednym z najgłośniejszych dźwięków, jakie mogą się ze mnie teraz wydostać. Ileż tak można, Boże? Ile razy jeszcze odpowiem krótkim uśmiechem na coś, co mnie w środku potrafi przerżnąć na pół. Tańczę z diabłem od kilku lat. I widzę jak z każdym kolejnym dniem pokazuje mi większą część piekła. Czuję jak wpaja je we mnie.
    I on wciąż żyje. I ja wciąż żyję. A może teraz tylko jedno z nas.

poniedziałek, 15 maja 2017

    Moja łódka nadziei tonie, a ja razem z nią, sama, w tym lodowatym jeziorze cierpienia szukam pod stopami jakiegoś gruntu. Nie ma tutaj nic, co mogłoby dać mi oparcie. Dryfuję pomiędzy topielcami, Walczę, by mnie nie zatopiły, odpycham je wiosłami, a każdy z nich jest jakby symbolem mojego upadku. Dławiące się wodą, gnijące ciała. Ich rozdzierający krzyk przeszywa mnie na wskroś.
Pomóż mi się stąd wydostać. Dlaczego nikt nie słyszy mojego wołania? Bo nie potrafię otworzyć ust.