poniedziałek, 14 maja 2018

rum

    Dzisiaj rano w lustrze widziałam diabła. Chciałabym być dobrym człowiekiem w Twoich oczach. A nie iskierką, którą codziennie próbujesz zgasić, by nie dać jej satysfakcji istnienia. Twoja wrogość trawi mnie od środka.

niedziela, 8 kwietnia 2018

    Leżę na łóżku z ogromną dziurą w sercu, która z każdym telefonem się powiększa. Czuję, jak czas bardzo szybko mi ucieka. I teraz już nie wiem, czy dobrze było wtedy próbować go dogonić. Łapać ostatkami sił Twoje oddechy i próbować Cię wskrzesić. Patrzeć, jak gaśniesz w moich oczach, próbując się uśmiechać. Szukać nieistniejącego ratunku dla Twojego ciała. Trzymać w dłoniach Twoje lodowate palce i ściskać je swoim ciepłem. Swoim płonącym żalem i brakiem zrozumienia.
    Czego chcesz mnie nauczyć? Czego? Wiedząc, że nie potrafiłeś nauczyć niczego człowieka, który chciał sobie odebrać życie. Co chciałbyś osiągnąć pozwalając mi przygotowywać się na kolejne stracenie? Wytraciłam już samą siebie do granic możliwości, to chciałeś kurwa osiągnąć? Ile razy jeszcze mam się poddać i ile razy będziesz mnie odradzać? Wbijać mi do głowy, że wystarczy, a równocześnie pokazywać mi moją niekończącą się siłę. Wystarczy mi palców jednej ręki, czy mam sama sobie je poucinać?

czwartek, 8 marca 2018

    Nie ma Cię. Nie ma. I żadne krzyki, płacz, bezsensowne okazywanie emocji już mi Cię nie zwrócą. Nigdy. Czuję, jakbym pędziła po ogromnej autostradzie, do której wciąż dokładasz kolejne kilometry, bym nie mogła zatrzymać się i pomyśleć. Jakbyś nie pozwalał mi za sobą tęsknić. A zabrałeś mi serce. I nie potrafię go odbudować, a tylko Ty, jako jedyny mężczyzna na świecie, mogłeś mi w tym pomóc. Więc dlaczego nie pozwolisz mi ściągnąć stopy z gazu i odpocząć, skoro już znam skalę swojej straty? Dlaczego namawiasz mnie, bym dobiła kolejnej setki (dni) na liczniku i sama się pogrążyła, ciągnąć za sobą sznur niewinnych? Niewinnych. A czy ja byłam winna, kiedy mnie opuszczałeś?
    Jestem zmęczona byciem tym, kim jestem w Twoich myślach. Wszystko co robię, jest bardziej Tobą niż mną. A chcę być mniej jak Ty. Nie widzisz, jak mnie dusiłeś? Jak ściskałeś linę coraz bardziej i doprowadziłeś do tego, bym rozpadała się w Twoich oczach? A wszystko przez to, że czułeś, że możesz być ponad mną. Że możesz mnie kontrolować, a co za tym idzie- wewnętrznie, nie wiedząc o tym- zabijać. I co teraz? Nie ma mnie. Nie ma. I żadne krzyki, płacz, bezsensowne okazywanie emocji już Ci mnie nie zwrócą.

piątek, 23 lutego 2018

    Mam Cię w moim sercu. I nikt na świecie nie wie, że tam jesteś. Choć tak bardzo chcesz się wydostać. Nie. Nie chcę. Nie chcę pokazywać Cię nikomu. Jesteś tylko dla mnie. I już tyle razy próbowałam zapić Cię, zaćpać, przepalić. Jesteś moją niezniszczalną myślą. A ci wszyscy, którzy pomagają mi w zapomnieniu, nie mają pojęcia, że tu siedzisz. I  kiedy oni śpią, ja o Tobie pamiętam. Wiem, gdzie jesteś. Wiem co mi zrobiłeś i dlaczego mam Cię w głowie. I odkładam Cię z powrotem do mojej szufladki. A Ty pozwalasz mi zasnąć, leżąc przy mnie i dysząc. Pozwalasz mi czuć bezpieczeństwo, bo wiem, że już nic gorszego nie może mnie spotkać. Pozwalasz mi doprowadzać się do płaczu. Jako jeden z nielicznych mężczyzn na świecie.
    Dziś chcę zatrzasnąć za sobą drzwi. Odciąć się od rzeczywistości. Czy to jakbym dała za wygraną?

piątek, 9 lutego 2018

dalmatyńczyki

    Znam ułożenie kołnierzyka Twojej koszuli w moje dłoni. Ale zabija mnie myśl, że nikt nie jest w stanie mi tego zwrócić. Umarłeś. W każdy możliwy sposób umierania. Po prostu, bez szamotania, bez zbędnych kwestii wyparłeś swoją duszę z mojego ciała. Odszedłeś. Jest teraz więcej dni i więcej nocy. Dla innych. Dla niej. Pod moją nieobecność.

niedziela, 28 stycznia 2018

    Zostawiłeś mnie samą z tą stratą. A ja płakałam za Tobą przez sen, darłam się z bólu przywiązana bandażami do łóżka. A Ty nawet nie chciałeś do mnie wejść. Zostawiłeś mnie na śmierć w tej okropnej sali. To było Twoje przestępstwo, za które nawet nie wiem, czy chcesz wziąć teraz odpowiedzialność. I nie masz na nie żadnego usprawiedliwienia. Czy to jest w porządku? Czuję się przez Ciebie taka upokorzona. I najgorsze jest to, że nie przed Tobą, czy nawet przed całym światem. Przed samą sobą, a to największy stopień upodlenia. Kiedy zostawiłeś mnie samą z tą bronią. Czy to jest w porządku? Oddać mi mój własny pistolet, gdy jest naładowany. Włożyć mi go do ręki i wyjść, trzaskając drzwiami. Czy to wszystko była moja wina? Ile miałam starać się udawać, że jest dobrze, nie słysząc Twojego oddechu? Na tym świecie nie ma odpowiedniej dla mnie kryjówki. I znowu skoczyłabym teraz z wieżowca, ale wiem, że nie będę w stanie się zabić, bo nie mam w ciele kości. Podcięłabym sobie żyły, ale wiem nie będę w stanie się wykrwawić, bo nic już we mnie nie płynie. Powiesiłabym się teraz, ale wiem, że nie będę w stanie przestać oddychać, bo przecież już od dawna tego nie robię. Czy to kara, czy jakieś światełko na przyszłościowe życie? Bez upływu czasu. Tutaj nie ma upływu czasu.

wtorek, 23 stycznia 2018

let me in.

    Śniło mi się, że za mną tęskniłeś. Obudziłam się. Jestem postawiona pod murem. Z opaską na oczach, czekając na rozstrzelanie. Zawiązałeś mi ją, mając maskę i myślałeś, że nie będę wiedziała kim jesteś? Tyle razy już dotykałeś moich włosów w tak inny sposób, niż oni wszyscy, że ułożenie Twoich palców mam wypalone między kosmykami. Słońce świeci mi prosto w twarz. Widzę tylko jak zasłaniasz je, kręcąc się przede mną w popłochu. Dlaczego się boisz? Już raz mnie zabiłeś i doskonale widziałeś, jak rozrywasz moją istotność na strzępy. Boisz się fizycznego rozlewu krwi? Ty pieprzony chamie. A nie bałeś się, jak doprowadzałeś mnie do tego, że w moim wnętrzu trzaskały się szklanki i raniły moje spracowane miłością do Ciebie serce? Jak szkło przecinało mi płuca i nie mogłam oddychać, patrząc Ci w oczy i dławiąc się własnym lamentem? A mi się śniło, że znowu mnie chciałeś. Że pozszywałeś moją porozdzieraną skórę jedyną nitką, jaką mieliśmy w mieszkaniu. I że byłeś. A jesteś. Tylko boję się, widząc, jak znowu we mnie celujesz. Zawodowy strzelcze, a może raz nie trafisz?