czwartek, 14 grudnia 2017

    Słyszę Cię, mimo mojej ogromnej niechęci. Jedyne, o co się staram, to nie wchodzić z Tobą w dialogi, nie mieć kolejnych epizodów. Klęczałam z bronią przystawioną do skroni. A Ty stałeś nade mną jak kat i nawet nie czekałeś na mój ruch, tylko przestrzeliłeś mi głowę. Nienawidzę siebie za to, że przez chwilę przywykłam do tego, że nie ma Cię w moim ciele. Jesteś jedyną stałą w morzu zmienności mojego życia. I znów uświadomiono mi, że zawsze będziesz. Kolejną diagnozą i kolejnymi badaniami. Nigdy się z Ciebie nie wyleczę.

czwartek, 7 grudnia 2017

    23:57. Rzygam sobie w serce. Wymiotuję już tym bólem, który nieustannie mnie bombarduje. To ciągnie się cały czas tak samo, a moja dusza jak nie zbita z tropu wciąż szuka ratunku dla mojego ciała. Drogi Boże, czy jest jeszcze jakakolwiek nadzieja? Ja za dużo czuję myśli we mnie. Czuję, jak zaczęły mnie dotykać, jak rozrywają wszystko to, co udało mi się z Tobą pozszywać. Brakuje mi już skóry na to wszystko. I nie mam już tylu łez, żeby wypłakać cierpienie. Brakuje mi Ciebie we mnie. Mojego Jasia i mojej Małgosi.

niedziela, 3 grudnia 2017

    Na dworze jest coraz zimniej, a ja stoję coraz bardziej naga. Zastygłam w bezruchu. Śnieg opada mi na ramiona, przykrywa puchem moją wewnętrzną warstwę goryczy, której nigdy nie umiałam się pozbyć. Śnisz mi się, nie pozwalasz otworzyć rano oczu. Słyszę Twój płacz, mimo, że nigdy nie było Ci dane go wykrzesać. Proszę, przestań, wyjdź w końcu z mojej głowy.

poniedziałek, 27 listopada 2017

    To już kolejny rok mojego życia bez Ciebie, a ja nadal płonę z rozpaczy. Czuję, jak zło rozrywa mnie na kawałki, jak tęsknota, którą we mnie zostawiłeś wypełza na powierzchnię, coraz częściej cisnąc mi się na usta. Nie wstyd mi już gasnąć przed Tobą, mogłabym umrzeć i nawet to nie wydaje się być dla mnie teraz straszne. Pamiętam, kiedy budziłeś mnie, gdy miałam zły sen, a teraz nie ma nikogo, kto mógłby to robić. Zupełnie jakbyś odchodząc, zostawił cały ten balast. Jak mogłeś mi to zrobić, jak mogłeś tak bardzo o siebie nie dbać, że zostawiłeś mnie w tak ogromnej izolacji. Pamiętam, jak trzymałeś moje zakrwawione ręce i pozwalałeś mi krzyczeć, że nienawidzę całego tego świata. Teraz mój krzyk roznosi się po mieszkaniu jak po próżni. Nie mam już czym oddychać. Moje spracowane serce przy najmniejszej myśli o Tobie gnębi się jeszcze bardziej, niż jest porżnięte. Dzisiaj już błagam o to, by ból fizyczny, który odczułam, kiedy Cię nie było, pozwolił mi rano postawić stopy na podłodze.

sobota, 25 listopada 2017

    Czuję, jak tonę we własnej krwi. Moje palce drętwieją na mrozie. Jedynie co czuję, to grę temperatur, zimno z otoczenia i moje palące, rozrywające się serce.Tkwię w tym maraźmie jak porzucona kukła, którą sterowałeś, a moje ciało rozsypuje się jak popiół.

środa, 25 października 2017

    Najwyraźniej musi tak być, że w pewnym momencie to wszystko po prostu się rozpływa i przestajemy coś do siebie czuć. I zostaje mi jedynie uścisk Twojej dłoni, który będę czuła aż do następnego spotkania. A wiem, że to spotkanie już nigdy nie nadejdzie. Dlatego koduję sobie w głowie to ułożenie palców. Staję się martwym tworem Twojej wyobraźni. Bo jedyne co nas teraz łączy to ta przeszywająca cisza. Nie potrafię poradzić sobie z cierpieniem, które łamie moją duszę. Mówiłam do ścian godzinami, płacząc za Tobą. Jakie musiałeś mieć ogromne granice bólu, patrząc na to, jak umieram. A ja nie pamiętam nic, tylko białą salę.

niedziela, 17 września 2017

    A przecież ze mnie taka filigranowa dziewczynka. To dlaczego to wątłe ciało i dusza jak nitka, potrafią zadać tyle bólu własnej osobie? Ilu ludzi obwiniasz o swoją śmierć? Niewielu, sama dla siebie byłam największą możliwą krzywdą. Nikt nigdy nie skrzywdził mnie tak mocno, jak ja codziennie krzywdzę siebie. Jestem krucha jak wyschnięty liść, który spada na ziemię. I spada i wiruje na wietrze, który nie daje mi dotknąć ziemi. Unoszę się. Tańczę jak kukiełka, w rękach zbyt potężnego mężczyzny. Po co mi to ciało? Dla zabawy? Dla codziennego pokładania się w ręce lekarzy? Ile jeszcze miałabym tak tonąć w rzece Twoich łez? Kryję się przed tym wzrokiem jak zziębnięty lis w piwnicach. ,,Nie mogę''.,, Muszę wcześniej wrócić.'' A tak naprawdę nie wiem czy mam dokąd móc i wracać. Jestem zmęczona samą sobą. Tak mocno, że nauczyłam się oddzielać od własnego umysłu. Odlatuję, kiedyś mnie już nie zobaczysz.