piątek, 9 czerwca 2017

    Bóg zaciskał sznur na moim gardle. I stojąc na drewnianym stołeczku, czułam jak wznoszę się na palcach ku górze, myśląc, że to cokolwiek pomoże. Stałam tak kilka lat i myślałam, że to walka, której nie jestem w stanie wygrać. Czułam, jak za każdym moim ruchem ogień zaczyna palić mi stopy. Ale ściągnęłam tę pętle i teraz siedzę na tym cholernym drewnianym krześle i pluję do piekła. Wisiałam już prawie jak kukiełka na drzewie, a teraz siedzę i śmieję się szatanowi w twarz. Czy długo tak zamierzam? Nie wiem. Moje krzesło zaczyna płonąć.

niedziela, 28 maja 2017

    Czuję jak każdym słowem rozrywasz mi ciało. Jak wtedy, kiedy rozrywałeś je naprawdę. Cisza, którą w sobie mam, jest jednym z najgłośniejszych dźwięków, jakie mogą się ze mnie teraz wydostać. Ileż tak można, Boże? Ile razy jeszcze odpowiem krótkim uśmiechem na coś, co mnie w środku potrafi przerżnąć na pół. Tańczę z diabłem od kilku lat. I widzę jak z każdym kolejnym dniem pokazuje mi większą część piekła. Czuję jak wpaja je we mnie.
    I on wciąż żyje. I ja wciąż żyję. A może teraz tylko jedno z nas.

poniedziałek, 15 maja 2017

    Moja łódka nadziei tonie, a ja razem z nią, sama, w tym lodowatym jeziorze cierpienia szukam pod stopami jakiegoś gruntu. Nie ma tutaj nic, co mogłoby dać mi oparcie. Dryfuję pomiędzy topielcami, Walczę, by mnie nie zatopiły, odpycham je wiosłami, a każdy z nich jest jakby symbolem mojego upadku. Dławiące się wodą, gnijące ciała. Ich rozdzierający krzyk przeszywa mnie na wskroś.
Pomóż mi się stąd wydostać. Dlaczego nikt nie słyszy mojego wołania? Bo nie potrafię otworzyć ust.

niedziela, 16 kwietnia 2017

    Leżę kolejną godzinę na tej zimnej podłodze. Słyszę za oknem jak wiatr tylko przewraca drzewa. Tylko, nic więcej się nie dzieje. Nawet ze mną nic się nie dzieje, nic we mnie, Utknęłam w pewnej pętli, która rozwiązując się, wyrzuciła mnie na brzeg rozpaczy. A ja rozpędzona, wpadłam w nią z taką siłą, że nie potrafię się stąd wydostać kolejny rok. Mój świat opiera się na mechanicznym wykonywaniu ruchów i słuchaniu wołania. Wychodzeniu i wracaniu do domu. Raz, dwa, trzy. Zupełnie jakbym nie żyła. Pomóż mi.

piątek, 10 marca 2017

    Nie słyszę własnego oddechu, choć dawno w mieszkaniu nie było tak cicho. Siedzę bez ruchu, tylko ja i miliony moich myśli. Wpatrzona w postać, której naprawdę podobno tutaj nie ma. Ogromny szary twór mojej wyobraźni. Moją głowę rozsadza jego krzyk, patrzę, jak śmieje mi się w twarz. Jakby z każdą minutą wybuchały we mnie bomby, kiedy tylko on otworzy usta. Czuję się okropnie opuszczona, zostawiona na pastwę losu, rzucona na pożarcie. Umieram od środka. Gniję jak trup.

niedziela, 19 lutego 2017

   Nie czuję własnego ciała. Zupełnie jakby moja dusza była oderwana i przemieszczała się po obcych kątach, przemieszczała się między obcymi osobami, zastanawiając, które z nich kiedyś było dla mnie ważne. Wykonuję wszystkie ruchy machinalnie, nie mówię, nie wyrzucam tego, co krzyczy w mojej głowie. Jakbym na nowo musiała uczyć się żyć. Począwszy od oddychania. Uczę się chodzić, pracuję by kolana nie uginały się podczas kroku. Odpowiednio wcześnie siadam, by kolejny raz się nie przewrócić. Panie Boże, ja nie chcę tak żyć.

wtorek, 7 lutego 2017

    Słyszę Cię. Słyszę jak szepczesz przez ścianę, jak drapiesz paznokciami o tynk. Słyszę jak krzyczysz, jak śmiejesz się nieprzerwanie, godzinami nie odstępując mnie na krok. Poddaję się, zrób ze mną co chcesz.