piątek, 9 lutego 2018

dalmatyńczyki

    Znam ułożenie kołnierzyka Twojej koszuli w moje dłoni. Ale zabija mnie myśl, że nikt nie jest w stanie mi tego zwrócić. Umarłeś. W każdy możliwy sposób umierania. Po prostu, bez szamotania, bez zbędnych kwestii wyparłeś swoją duszę z mojego ciała. Odszedłeś. Jest teraz więcej dni i więcej nocy. Dla innych. Dla niej. Pod moją nieobecność.

niedziela, 28 stycznia 2018

    Zostawiłeś mnie samą z tą stratą. A ja płakałam za Tobą przez sen, darłam się z bólu przywiązana bandażami do łóżka. A Ty nawet nie chciałeś do mnie wejść. Zostawiłeś mnie na śmierć w tej okropnej sali. To było Twoje przestępstwo, za które nawet nie wiem, czy chcesz wziąć teraz odpowiedzialność. I nie masz na nie żadnego usprawiedliwienia. Czy to jest w porządku? Czuję się przez Ciebie taka upokorzona. I najgorsze jest to, że nie przed Tobą, czy nawet przed całym światem. Przed samą sobą, a to największy stopień upodlenia. Kiedy zostawiłeś mnie samą z tą bronią. Czy to jest w porządku? Oddać mi mój własny pistolet, gdy jest naładowany. Włożyć mi go do ręki i wyjść, trzaskając drzwiami. Czy to wszystko była moja wina? Ile miałam starać się udawać, że jest dobrze, nie słysząc Twojego oddechu? Na tym świecie nie ma odpowiedniej dla mnie kryjówki. I znowu skoczyłabym teraz z wieżowca, ale wiem, że nie będę w stanie się zabić, bo nie mam w ciele kości. Podcięłabym sobie żyły, ale wiem nie będę w stanie się wykrwawić, bo nic już we mnie nie płynie. Powiesiłabym się teraz, ale wiem, że nie będę w stanie przestać oddychać, bo przecież już od dawna tego nie robię. Czy to kara, czy jakieś światełko na przyszłościowe życie? Bez upływu czasu. Tutaj nie ma upływu czasu.

wtorek, 23 stycznia 2018

let me in.

    Śniło mi się, że za mną tęskniłeś. Obudziłam się. Jestem postawiona pod murem. Z opaską na oczach, czekając na rozstrzelanie. Zawiązałeś mi ją, mając maskę i myślałeś, że nie będę wiedziała kim jesteś? Tyle razy już dotykałeś moich włosów w tak inny sposób, niż oni wszyscy, że ułożenie Twoich palców mam wypalone między kosmykami. Słońce świeci mi prosto w twarz. Widzę tylko jak zasłaniasz je, kręcąc się przede mną w popłochu. Dlaczego się boisz? Już raz mnie zabiłeś i doskonale widziałeś, jak rozrywasz moją istotność na strzępy. Boisz się fizycznego rozlewu krwi? Ty pieprzony chamie. A nie bałeś się, jak doprowadzałeś mnie do tego, że w moim wnętrzu trzaskały się szklanki i raniły moje spracowane miłością do Ciebie serce? Jak szkło przecinało mi płuca i nie mogłam oddychać, patrząc Ci w oczy i dławiąc się własnym lamentem? A mi się śniło, że znowu mnie chciałeś. Że pozszywałeś moją porozdzieraną skórę jedyną nitką, jaką mieliśmy w mieszkaniu. I że byłeś. A jesteś. Tylko boję się, widząc, jak znowu we mnie celujesz. Zawodowy strzelcze, a może raz nie trafisz?

sobota, 20 stycznia 2018

sprostowanie

    Odnoszę wrażenie, że wchodząc tu, zostaję Ci w głowie na godziny. A nie chcę tego. Nie chcę, żebyś przeżywał w sobie cierpienie osoby, na które nie masz wpływu. Po co Ci to? Po co Ci myśli, które nie dają Ci ulgi. Nie chcę, żebyś rozwiązywał moje katastrofy, nie jest mi to do niczego potrzebne, by Twoja głowa była zajęta moją postacią. Nie chcę, żeby było w niej chociażby moje imię, a co dopiero wartości, które mnie pokonują. Nie jestem chyba dobrą pisarką, że czytając te wpisy, odchodzisz od zmysłów. Chociażby na chwilę. Tekst powinien być zwięzły i przekazujący kluczowe informacje. Ale czy na tym polega cała ta sztuka?  Czy teraz każda wypowiedź będzie opierała się na tym samym? To ja przepraszam, ale nie będę w stanie wpisać się w te zasady. A może powinnam to wszystko usunąć, żeby nie absorbować Twojej głowy? I już zawsze milczeć, by było Ci dobrze, bezwiednie. Ale co mi to da, skoro i tak nie wiesz co u mnie, bo po przeczytaniu kilku zdań nie wiesz jak ułożyć pytanie, by nie było zbyt banalne, ale też nie było zbyt dosadne? Przecież nic o sobie nie wiemy, to dlaczego tu wchodzisz i czekasz, aż kolejny raz opowiem Ci o moich kampaniach, które opublikuję na tej stronie? Czy to moja otwartość, czy Twoja ciekawość? Czy szukanie siebie w moich słowach?
    Ludzie są dość podobni w odczuwaniu emocji. I to jest piękne. Że klikając w link, uczysz się siebie wyrażać, chociażby przed własną osobą. Gdzie ubranie w słowa wypowiedzi, jest czasem bardzo trudne. Chciałabym, żebyś czasem wszedł mi do głowy i spojrzał na wszystko, co chcę powiedzieć, a nie potrafię. Ale ja się tego uczę, a Ty?

wtorek, 16 stycznia 2018

    Nie wiesz jak mnie kochać, chociaż kiedyś bardzo tego chciałeś. Moje serce rozsypało się jak popiół. I nie potrafię go pozbierać. Ile jeszcze razy będę przeżywać ten bezdech?

sobota, 13 stycznia 2018

beksa

    Jakie biedne są te liście na drzewach, które powoli usychają. Jaki upiorny muszą mieć żywot, codziennie tracąc cząsteczkę siebie, na tym przeraźliwym zimnie. Świat jest skonstruowany bestialsko. Będąc nastawionym na śmierć każdej istoty i wartości. Jak rozpaczliwie to wszystko przebiega. Żyć bez świadomości umierania i możliwości zahamowania etapów rozwoju. Gdzie dochodząc do pewnej granicy koszmaru, zaczynasz zwijać się i kurczyć, by nie tracić tyle wody i ciepła. Jestem otoczona pokrwawionymi padlinami. A Ty należysz do jednej z nich. Jesteś tyko chorą masą tkanki i gnijesz, jak ja miałam zgnić. Ten mężczyzna wszedł w moją duszę. On powiesił mnie na krzyżu, a ja teraz śmieję mu się w twarz. Nasze bomby nigdy nie wybuchną. Nie miałeś na tyle siły, by dać mi zapałkę. Jesteś dumny z tego, kim się stałeś? Będąc tak samo bezużyteczny?

wtorek, 2 stycznia 2018

debiut

    Widzę miliony. Bez współczucia i nawet bez żadnego wyrazu. Okazują swoją obojętność całemu światu. Przekrzykują się w myślach, który jest lepszy. I zastanawiam się, dlaczego ci ludzie nie wymrą, dlaczego nie zagubią się, pogubią się, znikną. Dlaczego deszcz ich nie wymorduje, światło nie rozszarpie, dlaczego zwierzęta
nie zabiją ich.
Nie rozumiem.
Czar prysł. W kwietniu, w dniu mojego sukcesu, będę płakać, przeżywając kolejny raz tę małą rocznicę. Czy mogę dziś wytracić połowę świata?