wtorek, 16 stycznia 2018

    Nie wiesz jak mnie kochać, chociaż kiedyś bardzo tego chciałeś. Moje serce rozsypało się jak popiół. I nie potrafię go pozbierać. Ile jeszcze razy będę przeżywać ten bezdech?

sobota, 13 stycznia 2018

beksa

    Jakie biedne są te liście na drzewach, które powoli usychają. Jaki upiorny muszą mieć żywot, codziennie tracąc cząsteczkę siebie, na tym przeraźliwym zimnie. Świat jest skonstruowany bestialsko. Będąc nastawionym na śmierć każdej istoty i wartości. Jak rozpaczliwie to wszystko przebiega. Żyć bez świadomości umierania i możliwości zahamowania etapów rozwoju. Gdzie dochodząc do pewnej granicy koszmaru, zaczynasz zwijać się i kurczyć, by nie tracić tyle wody i ciepła. Jestem otoczona pokrwawionymi padlinami. A Ty należysz do jednej z nich. Jesteś tyko chorą masą tkanki i gnijesz, jak ja miałam zgnić. Ten mężczyzna wszedł w moją duszę. On powiesił mnie na krzyżu, a ja teraz śmieję mu się w twarz. Nasze bomby nigdy nie wybuchną. Nie miałeś na tyle siły, by dać mi zapałkę. Jesteś dumny z tego, kim się stałeś? Będąc tak samo bezużyteczny?

wtorek, 2 stycznia 2018

debiut

    Widzę miliony. Bez współczucia i nawet bez żadnego wyrazu. Okazują swoją obojętność całemu światu. Przekrzykują się w myślach, który jest lepszy. I zastanawiam się, dlaczego ci ludzie nie wymrą, dlaczego nie zagubią się, pogubią się, znikną. Dlaczego deszcz ich nie wymorduje, światło nie rozszarpie, dlaczego zwierzęta
nie zabiją ich.
Nie rozumiem.
Czar prysł. W kwietniu, w dniu mojego sukcesu, będę płakać, przeżywając kolejny raz tę małą rocznicę. Czy mogę dziś wytracić połowę świata?

piątek, 29 grudnia 2017

dowód osobisty

    Po co ja Cię w ogóle tutaj wpuściłam? Grzecznie zszedłeś z areny, na której tylko sobie chciałeś coś udowodnić. Żeby dwa miesiące później w publicznym miejscu zostać szturchnięty łokciem i jeszcze za to przeprosić. Robaki łaknęły mojego ciała. Byłam w stadium rozkładu najpotrzebniejszych organów, bo nawet one stały mi się zbędne. Krew przemieszczała się tak słabo, że nie byłeś w stanie wyczuć mi pulsu. Twój za to nadrabiał za nas dwoje. A powiedzieć Ci coś? To samo zdarza się uczonym i bezdomnym. To samo czeka Ciebie, tylko ja już wiem, jak to będzie kiedyś znowu wyglądać. I spokojnie, to boli tylko odrobinę. Nawet nie ciało, a psychicznie całe wnętrze zaciska się i nie daje nabrać powietrza, by oddychać. Człowiek generalnie zatacza koło, zawsze wraca do momentu, od którego zaczął swój żałosny żywot. A ja wreszcie to zrealizowałam. Wróciła mi trzeźwość i sensowność umysłu, skończyłam świrować.// Ale może wciąż nie jest za późno, by napisać do Ciebie i powiedzieć, że jednak moje stare nawyki mają tak samo kamienny byt, jak na samym początku. I że nadal bywa u mnie źle. Pomimo tego katowania mnie, nie chcę się poddać, chociaż znów mnie do tego zmuszasz. A przecież tyle razy się rozumieliśmy,M.

środa, 27 grudnia 2017

śmierć idioty

    Wiszę na żelaznym sznurze. Świat nie chce mieć ze mną już nic wspólnego. Wiszę bez głowy, bez palców, które dotykają ciała. A jedyne co do mnie teraz dociera to melodia życia ludzkiego, rozrywanego na strzępy. Czuję smród Twojego upodlenia. Nawet nie wiesz, jakie mam szczęście. Byłam jak tulipan, któremu nie pozwoliłeś zakwitnąć, a słońce jakby przez to zmęczyło się czekaniem. I nigdy więcej nie pojawiło się w moim życiu. I tkwię tak, maleńki pąk bezradności. Moje ręce przelały ulice posoki. Ta samotność stała się tak wielka, że dostrzegałam ją w codziennym zalewaniu kawy dwa razy dziennie. Moje serce jest martwe. Moje zmysły są martwe. I kiedy niebo zaświeci się dla mnie na zielono, jestem jak owad pod kamieniem. To ten sam strach.

wtorek, 26 grudnia 2017

    Teraz odrywam sobie barki, umieram w płomieniach, wydłubuję oczy z oczodołów, łykam samobójcze pigułki, które są jak trutka na szczury. I znajdują mnie w kącie pokoju, przygniecioną przez fuszerów, przygniecioną przez tę całkowitą ciszę. Umieram z głodu, z tęsknoty, z rozpaczy. Jestem fizycznym obrazem strachu. Jestem cieniem, przez którego biegnie rzeczywistość. Czuję, jak moje ciało rozkłada się przez Ciebie. Jak kręgosłup przesuwa się we wszystkie możliwe strony, nie mogąc znaleźć oparcia w parszywiejących mięśniach. Czołgam się po ziemi, ledwo mogąc pracować. Jestem nieuleczalnym przypadkiem. Jestem jak przebita nożem, która ciągle się wykrwawia. Już nawet nie walczę, bo jedyny cel jaki mi został, to sama ja, czyli coś, co nie jest warte chociażby próby batalii. I proszę, niech nikt mnie do tego eksperymentu nie namawia, bo nie zniosę chociażby krztyny myśli o tej symulacji. Mam oszaleć, zabić się, czy wciąż ciągnąć to dalej?

czwartek, 14 grudnia 2017

    Słyszę Cię, mimo mojej ogromnej niechęci. Jedyne, o co się staram, to nie wchodzić z Tobą w dialogi, nie mieć kolejnych epizodów. Klęczałam z bronią przystawioną do skroni. A Ty stałeś nade mną jak kat i nawet nie czekałeś na mój ruch, tylko przestrzeliłeś mi głowę. Nienawidzę siebie za to, że przez chwilę przywykłam do tego, że nie ma Cię w moim ciele. Jesteś jedyną stałą w morzu zmienności mojego życia. I znów uświadomiono mi, że zawsze będziesz. Kolejną diagnozą i kolejnymi badaniami. Nigdy się z Ciebie nie wyleczę.